Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

 

Wiele osób pyta w gabinecie: „A cóż to takiego to chipowanie? Po co?  Na co?”. A w końcu to nie taka nowość! Na Zachodzie takie znakowanie  zwierząt trwa od lat, u nas w niektórych województwach także zostało to  wcześniej wprowadzone, jako obowiązek każdego właściciela psa, czy kota.  W województwie lubelskim chipowanie nie jest obowiązkowe, ale warto je  wykonać. A dlaczego? Po kolei…

 Słowo chipowanie (czyt. czipowanie) to zapożyczony wyraz z języka  angielskiego i utworzony został od słowa chip, czyli małego  mikroprocesora wszczepianego zwierzęciu.

Sam chip jest wielkości ziarna ryżu. Całe urządzonko, w którym  zakodowany jest jego numer, zatopione jest w specjalnym plastiku, tak,  aby nie dawało odczynów zapalnych pod skórą zwierzęcia. Implantacja  chipa, polega na wstrzyknięciu go pod skórę, po lewej strony szyi,  specjalną jednorazową strzykawką z igłą. Trwa to moment, tyle, co  podanie zwykłego zastrzyku, a do tego jest niebolesne, ponieważ igła  jest tak ostro zakończona, że z łatwością przechodzi przez skórę.  Taki implant pozostaje pod skórą przez całe życie zwierzęcia. Nic z nim  się tam nie dzieje, czyli nie ma możliwości, że coś tam pod skórą go  nadtrawi i wyleje się zawartość i tym podobne sprawy. Sam implant nie ma  także właściwości wysyłania jakichkolwiek promieni, nie trzyma własnej  temperatury, a przystosowuje się do temperatury skóry. Jednym słowem-nie  ma działania ubocznego i jest w zupełności bardzo dobrze tolerowany  przez organizm.

 Każdy chip ma zakodowany swój numer. I tylko to jest czytane  przez specjalne czytniki. Dlatego po implantacji mikroprocesora, podaje  się weterynarzowi wszystkie dane o zwierzęciu, jak i podstawowe dane  właściciela. Następnie te dane, podporządkowane danemu numerowi z chipa  (tego który ma nasz zwierzak) zostają przesyłane do Ogólnopolskiego  Rejestru Zwierząt i tam są przechowywane. Wgląd w te dane mają tylko  lekarze weterynarii, którzy mogą bezpośrednio sczytać numer chipa od  danego zwierzęcia.

Co to wszystko daje? To, że zawsze taki zwierzak będzie możliwy  do zidentyfikowania. Sytuacje są różne-od zagubienia się psa w lesie na  grzybach, czy kradzieże psów rasowych, zagubienie na dworze kotów, które  wypadły przez balkon, ucieczki psów samców w czasie cieczek suk itd.  Mając „zachipowanego” swego pupila mamy wtedy nadzieje, że jeśli ktoś go  znajdzie, to po doprowadzeniu go do lekarza weterynarii, czy nawet  schroniska, jego numer z chipa zostanie sczytany i będzie wiadomo do  kogo należy zguba. Podobnie ze skradzionymi psami – prędzej, czy później  trafia do jakiegoś weterynarza, który sprawdza, czy pies nie ma chipa.  Jeśli pies ma implant, a został skradziony, wówczas lekarz dostaje o tym  informację, pod warunkiem, że właściciel zaraz po kradzieży zgłosił to  swojemu weterynarzowi, który zamieścił tą uwagę w Ogólnopolskiej Bazie http://www.identyfikacja.pl/www/

Warto, więc zafundować swojemu zwierzakowi taką identyfikację –  obroża zawsze może się zgubić, zerwać, chip na pewno nie!

Należy również pamiętać o tym, że wyjeżdżając za granice z psem,  kotem, czy fretką, należy wcześniej wyrobić jej paszport. Warunkiem  wydania paszportu jest albo czytelny tatuaż zwierzęcia, albo implantacja  chipa